Miałem już raz okazję łowić na Iskrze rok temu. Nie widziałem żadnych opinii na temat tej jednostki i jej załogi, więc skusiłem się napisać kilka słów.
- Jednostka średniej wielkości, duży plus za sporą ilość miejsca pod pokładem (przydaje się w razie ulewy), nie należy do najstabilniejszych.
- Szyper lubi pociągnąć z butelki, ale załoga ogólnie ok, poza tym, że mogliby poświęci trochę uwagi początkującym amatorom połowów dorszy.
- Napływaliśmy na odległe łowiska (głębokość ~45-50m) zazwyczaj na przemian to na lewą, to na prawą burtę, więc nie było poszkodowanych wędkarzy.
- Nie pływaliśmy, żeby tylko odbębnić 8h i wrócić do portu, widać było, że szyper szuka ryby.
- Rejs miał trwać 8h, przedłużył się do 12h a dopłaciliśmy za 2 ponadplanowe godziny.
- Strawa przyzwoita a i na kawę/herbatę można było liczyć bez większych ograniczeń.
- Załoga patroszy ryby na miejscu bez dopominania się o to, wiedzą co mają robić.
- Efekty nie były rewelacyjne, większość wędkarzy wyciągła po kilka bolków, ale i na innych jednostkach nie było lepiej (chybiony dzień).
Moja ogólna ocena za zeszłoroczny rejs 4/5. Oby w tym roku utrzymali swój poziom...
A w tym roku....
Pierwsza ósemka (8.5 kg) na drugiej wyprawie
Iskra utrzymała swój dotychczasowy poziom, mało tego jestem mile zaskoczony, bo za 10h rejs policzyli jak za 8h - bo na taki była wcześniej umowa :D
Wrażenia...
Początek nie zapowiadał się obiecująco, na morzu flauta, tafla płaska jak na jeziorze... 1.5h płynęliśmy na pierwsze łowisko, po 5min szyper stwierdził, że nie ma sensu i płyniemy na głęboką wodę. Minęło kolejne 45 min pływania zakolami, Kapitan szuka ryby niczym nawiedzony, patrzymy na odczyt - pierwsza duża ławica, pilkery w dół i wyciągamy po kilka bolków. Wędkarze narzekają, że są zaczepy (potracili kilka pilkerów, moja żona jednego też utopiła), więc napłynęliśmy od innej strony - koniec brań. Płyniemy dalej. I tak mijają kolejne godziny, bolki, bolki, ktoś złapał coś trochę większego (3.5 kg), zahaczył się nawet jeden morświn - wrócił oczywiście do wody. Inne kutry chyba nie miały szczęścia, bo jak tylko Szyper pochwalił się w eterze, że na Iskrze ciągną ryby, po chwili dopłynęły do nas 3 jednostki i napłynęły na łowiska tuż koło nas... Przykre, okazało się, że nasza jednostka jak jedna z niewielu "szukała ryby" a inni tylko za nami pływali. Szacunek za to dla naszego szypra! Koło 12.00 Dorsze przestały brać, nić się nie dzieje, żeby chociaż jakiś dryf był a tu nic.
Rękę mam już obolałą, macham nią od niechcenia, a tu nagle opór - zacinam, jest! Chwila niepewności, czyżby zaczep? Nie... wygięła mi się wędka jak nigdy, patrzyłem z przerażeniem, co ryba z nią robiła. Po 15 min. walki ukazał się On - największy Dorsz naszej wyprawy - 8.5 kg (na zdjęciu). Coś pięknego! Za rok na pewno zawitam na Iskrze.
Relację przygotował GaD6.





